Stało się coś totalnie nie branego pod uwagę w żadnym scenariuszu (czarnym) oraz w żadnych
oczekiwaniach. Dostałam antybiotyk, ale mam jechać na zabieg.
W skrócie: od poniedziałku na pokładzie BUNT. Migdały, chyba wyczuwając zbliżające się zagrożenie, postanowiły mnie zacząć napieprzać. Mając gdzieś w szufladzie bioparox (ważny do grudnia 2011)...zaczęłam w nie ładować tym specyfikiem. To było koło wtorku. Przestały boleć migdały (brałam też uodparniający lek, który mam brać 10 dni w każdym miesiącu, przez miesięcy 3) a zaczęło boleć gardło. No to w sobotę poszłam do laryngologa. NIc strasznego się nie dzieje,ale dostałam antybiotyk i mam iść do szpitala, jak było planowane. Tylko mam nie mówić, że miałam zapalenie gardła (bo nie miałam), tylko, że to było 'okołozabiegowe', żeby zapalenia nie było. Pani laryngolog była BARDZO miła, mam przyjść na kontrolę. W końcu jakiś lekarz z powołaniem. Super babka!
I Moss spał całą sobotę. Dzisiaj się pakuje, jutro jedzie do nemocnice.
Żeby mi to tylko dziadostwo wycięli.
- Moss
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz